Menu

B R A Z Y L I A

Autobusem w Manaus.

paderewskigrzegorz

Manaus, 25. 09. 2017

Często jestem pytany, czy u nas jest bezpiecznie. No cóż, nie zawsze wiem, jak odpowiedzieć. Bo wszystko zależy od skali, sytuacji, miejsca, czasu. Ja sam jeszcze nigdy nie byłem napadnięty. Raz wprawdzie byliśmy już w sytuacji dosyć groźnej. Pewnej nocy zostałem obudzony przez mojego Anioła Stróża. Wyraźnie czułem, że coś się dzieje dziwnego, niepokojącego. Nie zapalając światła wyszedłem z pokoju i zaraz po chwili usłyszałem delikatny hałas. Już chciałem go zignorować i wrócić do łóżka. Pomyślałem, że to po prostu jakaś ćma walczy z lampą, która jest umieszczona po zewnętrznej stronie drzwi. Kiedy jednak uważniej spojrzałem na drzwi, a obudzony w środku nocy każdy zazwyczaj potrzebuje momentu koncentracji, aby zacząć wszystko widzieć i słyszeć lepiej, zauważyłem, że były one nienaturalnie wybrzuszone i że to one tak właśnie delikatnie trzeszczały. Zawrzał we mnie gniew, bo wiedziałem od razu, że to ktoś od zewnątrz starał się je wyważyć. Krzyknąłem i złodziej zaraz uciekł. Ja zaś musiałem następnego dnia zamówić nowe drzwi, bo te już były bardzo nadwyrężone i na pewno kolejnego testu wytrzymałości nie przetrwałyby.

Tak to właśnie, ten jeden, jedyny raz, otarłem się o niebezpieczeństwo. Natomiast nasi parafianie mogą opowiedzieć już nieco więcej. Niestety, czasami są to opowieści wyjątkowo dramatyczne. Najwięcej zaś takich dramatów zdarza się w autobusach. Bandyci upodobali sobie zwłaszcza właśnie publiczne środki transportu i jak na razie, działają w nich zupełnie swobodnie. I nie chodzi tutaj o drobnych złodziejaszków, którzy po cichu wyciągają komuś portfel z tylnej kieszeni spodni.

W naszym mieście, pewnie tak jest w całej Brazylii, mamy kilka typów autobusów. Są państwowe i prywatne. Te ostatnie należą do różnych firm, najczęściej wynajmowanych przez fabryki, aby dowozić pracowników. Państwowe linie mają zawsze po dwa typy pojazdów. Wielkie, przegubowe autobusy poruszają się pomiędzy terminalami, które znajdują się w różnych punktach miasta. W terminalu można zawsze się przesiąść na mniejszy autobus, który porusza się po różnych częściach dzielnicy. Normalnie taki system pozwala na szybką orientację, ale w Manaus to nie działa. Wszystkie te autobusy mają bardzo skomplikowane trasy i kiedy trzeba czasami jakiemuś naszemu gościowi wyjaśnić, jak ma dojechać do jakiegoś tam punktu w mieście, to nie umiem tego zrobić. Z wielu powodów. Raz, że są bardzo dziwnie oznakowane. Dwa, że nie ma zawsze wyraźnie oznaczonych przystanków. Wszyscy oczywiście wiedzą, gdzie taki autobus jedzie i gdzie się zatrzymuje. Dla nas jednak pozostaje to ciągle czymś trudnym do zgłębienia. Jeśli jadę autobusem, to dochodzę do głównej arterii komunikacyjnej naszej części miasta i tam wsiadam do głównej linii. A potem znów idę do mego celu. Nigdy nie przesiadam się na mniejsze autobusy, które zagłębiają się w wewnętrzne części dzielnic. Nawet nie zawsze wiadomo którymi drzwiami wsiadać do autobusu. To znaczy wiadomo, przednimi albo tylnymi. Wszystko zależy od tego, gdzie jest umieszczony kołowrotek. Nie mam tutaj biletów. Wsiadając do pojazdu trzeba zapłacić za przejazd i przechodzi się przez taki właśnie kołowrotek. Stąd też każdy autobus ma kierowcę i tak zwanego cobradora, czyli poborcę opłaty. On to właśnie uruchamia kołowrotek, aby umożliwić przejście dalej, w głąb autobusu.

Generalnie wszystkie te autobusy są w fatalnym stanie technicznym. Często, w nocy, a tutaj już mamy ciemno od 18.00, można natknąć się na takie autobusowe widmo, które nie ma nawet jednego światełka. Co oczywiście nie przeszkadza mu pomykać dziarsko ulicami z zawrotną prędkością. Zawsze, kiedy coś takiego widzę, dostaję zawału serca. Tym bardziej, że z ich hamulcami też różnie bywa. Bandyci napadają na wszelkie typy autobusów. Polega to na tym, że wchodzą jako „normalni” pasażerowie. Kiedy pojazd ruszy, to wtedy wyciągają broń i przykładając ją do głowy jakiemuś wybranemu pasażerowi, zbierają od ludzi wszystko, co przedstawia jakąkolwiek wartość.  Takich napadów ostatnio jest w Manaus, mniej więcej jedenaście na dobę. Czy to dużo? W Rio de Janeiro jest ich dziennie 110. Stąd można by powiedzieć, że w Manaus nie mamy wcale tak złe. Wszystko właśnie zależy od skali, sytuacji, miejsca, czasu.

 

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci