Menu

B R A Z Y L I A

Strajk policjantów w Vitória.

paderewskigrzegorz

Manaus, 22. 02. 2017

Kryzys w Brazylii ma swoje kolejne odsłony. Już teraz nie są to liczby, jakieś tam tajemnicze wskaźniki ekonomiczne, groźna inflacja, mroczne bezrobocie i czerwony, ujemny wzrost gospodarczy. Dochodzi do desperacji tak wielkiej, że na pewno nie może już być gorzej. Najpierw jeden z policjantów z Rio de Janeiro strzelił sobie w głowę. Tragedia! Mógłby ktoś powiedzieć, że zdarza się to z jakąś tam frekwencją w najróżniejszych stronach świata. On jednak zrobił to podczas transmisji na żywo przez Facebook, wyjaśniając wcześniej motywy tego desperackiego czynu. Od lat jego policyjna pensja, a powszechnie uważa się je tutaj za bardzo wysokie, nie była aktualizowana o inflację. Od kilku też lat wypłacana była z opóźnieniem, w ratach. Od sierpnia nie otrzymywał jej wcale. Długi, nieopłacone rachunki, dobijający się z każdej strony wierzyciele, zniszczone życie rodzinne. Nie da się dalej tak żyć. Po prostu nie ma za co. Strzał w głowę i wszystko się skończyło. Media jakoś dziwnie nie pokazywały zbytnio tego wideo. Też szybko sprawa ucichła. Niektórzy dziennikarze pisali jedynie o słabym, zupełnie nieprzygotowanym do pełnienia tak odpowiedzialnej społecznie funkcji człowieku, któremu ktoś nieroztropnie dał broń do ręki.

Policjant ten stał się symbolem. Dzięki niemu nagle Brazylia, a być może i jakaś tak część świata, usłyszała o czymś, co w mediach było przemilczane. Okazało się, że w takiej samej sytuacji znajduję się dziesiątki tysięcy ludzi w stanie Rio de Janeiro. Dokładnie to samo dzieje się z innymi policjantami, nauczycielami, lekarzami, urzędnikami wszelkich instytucji stanowych. Nagle dostrzeżono zamknięte od miesięcy szkoły, uniwersytety, muzea, biblioteki. Stan od lat nie wypłacał regularnie pensji swoim pracownikom. Od sierpnia nie wypłaca jej wcale. Jak żyć? A jeszcze tak niedawno mieliśmy w Brazylii wspaniałą olimpiadę i kilka lat wcześniej spektakularny mundial. Wszystko było takie kolorowe.

Wkrótce potem do kolejnych tragedii doszło w Vitorii, stolicy stanu Espirito Santo, który sąsiaduje z Rio de Janeiro. Powody te same. Pewnego dnia matki i żony policjantów rozpoczęły okupację bram wjazdowych wszystkich policyjnych jednostek. Policjanci więc nie mogli wyjechać na służbę. Kobiety wpuszczały przychodzących na zmianę, ale już nikt nie wychodził. Oczywiście wszystko to było zaplanowane przez samych policjantów. W taki właśnie sposób rozpoczęli oni strajk, który jest zabroniony przez konstytucję. Mówili, że oni to i nawet chcieli bardzo wyjść na służbę, ale jak to zrobić nie rozjeżdżając przy tym koczujących na wjazdach kobiet. Efektem były dwa tygodnie istnej apokalipsy dziejącej się na ulicach Victorii. Tłumy rabowały sklepy. Szturmowano banki. Ludzie barykadowali się w domach. Oczywiście nic nie funkcjonowało. Puste ulice przerażały. Jak mogło do czegoś takiego dojść w tym przepięknym, nadmorskim mieście. Jest ono w sumie niewielkie, coś około 400 tysięcy mieszkańców. W warunkach latynoamerykańskich daje to gwarancję spokoju i sielskości. Na dwa tygodnie zamieniło się jednak w piekło. Na ulicach, przy okazji napadów, zostało zamordowanych 127 osób. Sytuację opanowało dopiero wojsko. Jak tak dalej pójdzie, i do tego typu protestów przyłączą się inne stany i miasta, to wojska też zabraknie. Kraj wydaje się nie mieć rządu.

Przy okazji tego wszystkiego, co działo się w Vitorii, można poczynić najróżniejsze refleksje. Na przykład o łatwości, z jaką ludzie stają się przestępcami. Sklepy pustoszyli wszyscy, nie jacyś tam „zawodowi” złodzieje. Nagle ktoś, kto normalnie nigdy takich rzeczy nie czynił, rzucał się i rabował, co popadło. To jeszcze bardziej czyni to zdarzenie apokaliptycznym.

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci