Menu

B R A Z Y L I A

Bunt więźniów w Manaus.

paderewskigrzegorz

Manaus, 10.02.2017

Kilka dni temu przyjechali do nas goście z Polski i na dzień dobry zapytali o więzienne bunty w naszym mieście. Nawet nie wiedziałem, że tak głośno było o Manaus w Polsce.

W Brazylii, jeśli ktoś, kto normalnie nie należy do notorycznych przestępców zostaje z jakiegoś tam powodu aresztowany, to rodzina w tym momencie robi dosłownie wszystko, aby został on jak najszybciej z tego aresztu lub więzienia wyciągnięty. Szuka się na gwałt adwokatów, którzy doskonale wiedzą, jak się w środowisku więziennym poruszać. Zaraz powiedzą co i ile kosztuje. Rodzina oczywiście staje na głowie, żeby pieniądze zdobyć. Trochę się zawsze temu dziwiłem, bo z jednej strony ciągle naiwnie wierzę w sprawiedliwość. Myślałem, że jak niewinny, to sprawa się wyjaśni, a jak winny, to przecież odpowiedzieć za swoje uczynki musi. Tymczasem, jak to często bywa, sprawa nie jest taka prosta. Jeśli ktoś trafia tu do więzienia, to bez wątpienia trafia do piekła. Jeśli trochę w nim pobędzie i cudem przeżyje, to wyjdzie z niego diabłem. Oczywiście zasada ta nie dotyczy białych kołnierzyków. Ci nawet jak ukradną miliardy, to często nawet nie widzą więziennych krat. A jeśli już, to dla nich więzienia są też jakby inne.

Ostatnio w Manaus doszło do walk w kilku tutejszych więzieniach. Łącznie zostało zabitych 60 osób. Nie zabiła ich interweniująca policja. Te śmierci to owoc walk pomiędzy dwoma mafiami. Trudno to sobie wyobrazić, ale na kilkanaście godzin strażnicy więzień tracili zupełnie kontrolę nad więzieniami. Więźniowie walczyli ze sobą, używając przy tym nawet karabinów, mordując się, a potem pastwiąc nad ciałami. Jak to wszystko stało się możliwe? To jest właśnie prawdziwe misterium.

Kiedyś próbowaliśmy w naszej parafii stworzyć duszpasterstwo więźniów. Grupa zapaleńców, bardzo zresztą maleńka, po należytych przygotowaniach udała się do jednego z więzień, poza miasto, gdzie miała spotkać się z przetrzymywanymi tam mężczyznami. Niestety, wszystko skończyło się szybciej niż ktokolwiek przypuszczał. Po tym, jak każdy z ewangelizatorów został rozebrany do naga i wnikliwie przeszukany, nikt nie miał odwagi, by kontynuować tę pracę. No cóż, nie dziwię się temu. Natomiast dziwię się ogromnie, kiedy nagle widzę w telewizji więźniów latających po dachach więziennych budynków nie tylko z nożami, ale właśnie z pistoletami i nawet karabinem. O najnowszych modelach komórek już nie wspomnę. Jak to zostało tam wniesione?

Tło tych krwawych wydarzeń do dziś pozostaje niewyjaśnione. Niektórzy dziennikarze próbowali informować w Internecie o rzeczach dosłownie niewiarygodnych. Z tego, że nagle zostali uciszeni, natychmiast zwolnieni z pracy po jakimś jednym nieostrożnym zdaniu, można wnioskować, że chyba coś na rzeczy musiało być. W sprawę są ponoć zamieszane osoby najwyżej postawi w stanie Amazonas. Ale, jak to zawsze w takich sytuacjach bywa, nigdy nie dowiemy się prawdy.

Podczas rebelii z więzień pouciekali skazani. Podawaną oficjalnie liczbę wielokrotnie zmieniano, coraz bardziej ją zwiększając. To też dosyć ciekawe. Miało się wrażenie, że zarządzając więzieniami w ogóle nie wiedzieli ilu mają tam osadzonych i kto dokładnie tam przebywał. Nie mniej ci co pouciekali urządzili jednego dnia w Manaus dzień terroru. Przemieszczali się z miejsca na miejsce napadając i rabując sklepy i ludzi na ulicach. W mieście wybuchła straszna panika. Oficjalnie policja temu zaprzeczyła mówiąc, że ktoś rozsiewał plotki. Jednak do dziś w Internecie można spotkać filmy i zdjęcia dokumentujące tę niby plotkę.

Jakby jeszcze temu było mało, gubernator stanu obwieścił, że rząd będzie wypłacał odszkodowania rodzinom zamordowanych więźniów. No cóż, szkoda każdego człowieka i śmierć każdego z nich jest bez wątpienia tragedią. Doszło jednak do sytuacji, która budzi wiele pytań o sprawiedliwość.

Manaus było niestety tylko początkiem. W kilku kolejnych stanach wkrótce potem miały też miejsca wewnątrz więzienne walki pomiędzy gangami.

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci