Menu

B R A Z Y L I A

Zmarł ksiądz Józef Maślanka.

paderewskigrzegorz

 

20161010_134048_1

Manaus, 02. 02. 2017

W święto Trzech Króli, w szpitalu Joao Lucio, który znajduje się na terenie naszej parafii, zmarł ks. Józef Maślanka, pallotyn, legendarny misjonarz Amazonii. Już kilka razy o nim pisałem. Przypomnę tylko, że urodził się w 1933 roku. Wyświęcony został na kapłana w Ołtarzewie w 1959. Do Brazylii przyjechał w 1971 roku, najpierw do Mato Grosso, a potem, do Amazonii. Sławna jest ta jego podróż do Manaus, bo odbył ja autostopem. Jeśli chodzi o Amazonię, to dróg dzisiaj jest jeszcze niewiele, więc albo to były jakieś pełne błota, trudno przejezdne trakty, albo po prostu pływanie łódkami, barkami i tratwami. Znając nieco tę rzeczywistość z dzisiaj, nie umiem sobie wyobrazić jak to się odbywało czterdzieści pięć lat temu. Ks. Józef ostatecznie zdecydował się na pracę w Novo Airao. Musimy pamiętać, że parafia ta miała wówczas jedną dziesiątą terytorium Polski. Dziś jeszcze do najdalszej wspólnoty płynie się barką dwa tygodnie. Dwa tygodnie w jedną stronę w górę rzeki Rio Negro. Ks. Józef Maślanka ma nie tylko wyjątkowe zasługi na polu ewangelizacji. Jest on też twórcą systemu oświaty w rejonach Novo Airao.

Ostatni lata ksiądz Józef przeżywał w ciszy swojego domu. Wyobrażam sobie, jak to przesiadywał często na werandzie, patrzył na Rio Negro i wspominał swoje niezliczone misyjne wyprawy stateczkiem o imieniu Santa Maria do Rio Negro. Udało się nam go jeszcze przed śmiercią odwiedzić. Zjedliśmy z nim obiad, trochę porozmawialiśmy. Widać było już wtedy, że był jakby nieobecny. Już też nie podjął swojej ulubionej dyskusji o eschatologii. Najwyraźniej wiedział, że wkrótce wszystko to sobie sprawdzi osobiście. Podziwialiśmy opiekę, jaką nad nim roztoczył ksiądz Stanisław. Opiekował się księdzem Józefem jak kochający syn ojcem. Nie spodziewaliśmy się, że będzie to nasze ostatnie spotkanie.

Jego pogrzeb był już następnego dnia po śmierci. W Brazylii tak się to odbywa. Ciała zmarłych są grzebane jak najszybciej, niekiedy nawet w dniu śmierci, najpóźniej dnia następnego. Stąd często wiadomość o śmierci nie dociera do wszystkich. Tym razem było nieco inaczej, bo właśnie na dzień 7 stycznia zaplanowane było poświęcenie kaplicy św. Franciszka z Asyżu. Została ona wybudowana przez księdza Stanisława Krajewskiego, który jest aktualnie proboszczem w Novo Airao. Przybyło więc wielu ludzi, a większość była zaskoczona. Bo jechali na poświęcenie nowej kaplicy, a tu okazało się, że jest pogrzeb ich wieloletniego proboszcza, duszpasterza wielu pokoleń. Mszę sprawował ksiądz biskup pomocniczy Dom Jose. Przybyli pallotyni z Manaus. Dom Jose w homilii podkreślał zasługi zmarłego misjonarza dla całej Amazonii, nie tylko dla parafii Novo Airao. Po Mszy Świętej, tuż przed zamknięciem trumny, wszyscy żegnali się z księdzem Józefem. Trwało to bardzo długo. Był to też moment wyjątkowo smutny. Wielu ludzi bardzo płakało. Widać było, że byli zżyci z księdzem Józefem. Potem zaś, ku naszemu zaskoczeniu, parafianie zdecydowali, że poniosą trumnę swego proboszcza na cmentarz. To było bardzo wzruszające. Droga była długa, ludzie zmieniali się co chwila, nie dla tego, że szybko się męczyli, ale dla tego, że każdy chciał nieść trumnę. Został pochowany w „kwaterze polskiej”, pomiędzy dwoma grobami Polaków, którzy zmarli w Novo Airao.

Zapamiętam księdza Maślankę zwłaszcza dzięki jego optymizmowi. Ciągle powtarzał, że skoro Bóg stworzył ludzi i świat, to są dobrzy. Dobro widział w każdym człowieku.

 

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci