Menu

B R A Z Y L I A

Wybory 2016

paderewskigrzegorz

Manaus, 8. 11. 2016

Od polityki nie da się uciec. Przynajmniej takie można mieć wrażenie. W USA wybory i każdy, chce, czy nie, musi o tym słuchać. Nawet w naszej Amazonii ciągle się o tym mówi. Papugi o tym każdego ranka skrzeczą. Być może dla tego, że Amerykanie mają swoje biznesy ulokowane wszędzie, więc też i w Manaus. Mam jednak wrażenie, że tym razem kandydaci, jak to często się tutaj mówi, na najważniejszego prezydenta świata, inspirowali się na politykach brazylijskich. Oczywiście daleko jeszcze Amerykanom do Brazylijczyków. Ostatnio w Brazylii też mieliśmy wybory, na prefektów i radnych miejskich. Jak zawsze wszelkie chwyty były dozwolone, tylko że tym razem dołożył się jeszcze do tych wszystkich dowolności sam sąd najwyższy. Kiedyś pisałem o tak zwanej „ficha suja”, czyli brudnej kartotece. Kościół katolicki przez wiele lat zabiegał o uchwalenie prawa, które uniemożliwiałoby politykom skazanym za różne przestępstwa kandydowania w jakichkolwiek wyborach. Po latach zbierania podpisów, potem ogromnych wysiłków w parlamencie udało się niewielkiej grupie w miarę uczciwych polityków doprowadzić sprawę do końca i wprowadzono „ficha suja”. Problem w tym, że teraz właśnie sąd najwyższy zawiesił funkcjonowanie tego prawa. Doszło więc do tego, że w ostatnich wyborach działy się rzeczy rzeczywiście niepojęte. Na prefektów i radnych kandydowali ludzie, którzy niekiedy byli po prostu najzwyczajniejszymi przestępcami. W jednym z miast prefektem został wybrany człowiek, który siedzi w więzieniu.

Wybory w Brazylii są rzeczywiście bardzo różne od naszych. Najpierw to, że są obowiązkowe. Jeśli ktoś, kto ma już prawo do głosowania nie robi tego, to nie tylko płaci karę, ale też może to poważnie skomplikować jego życie. Zwłaszcza boją się tego biedni, bo wtedy tracą dostęp do wszelkich zapomóg. Właśnie te zapomogi, nazywane tutaj „bolsa”, są w ogóle wielkim wyborczym straszakiem. Ostatnio komuniści wygrywali wybory głównie właśnie dzięki tym zapomogom. Zawsze straszyli, że jak przyjdą inni, to nie będą tych pieniędzy wypłacać. W taki sposób kupowali sobie poparcie. Jednak mandat i utrata zapomogi to nie jedyne konsekwencje postawy niedemokratycznej, jak to się tutaj określa brak obecności przy urnie wyborczej. Można nie dostać paszportu, nie wolno brać udział w konkursach na pracowników państwowych, w egzaminach na państwowe wyższe uczelnie, itp. Właściwie wszystko to, co jest związane z działalnością państwa staje się dla krnąbrnego obywatela niedostępne.

Inna różnica to taka, że kilka dni przed wyborami i kilka po nich niewolno nikogo aresztować. Prawo to pochodzi jeszcze z dawnych czasów, kiedy to możni i wpływowi, aby uniemożliwić głosowanie na innego kandydata niż oni sami, aresztowali zawsze na czas wyborów takich obywateli, którzy mogli mieć jakieś inne poglądy polityczne i chcieli głosować na kogoś innego. Po wyborach byli oczywiście z reguły zwalniani, choć nie zawsze było to takie oczywiste. Dziś skutkiem tego prawa jest prawdziwa eksplozja przestępczości w okolicach wyborów. Najlepiej w tych dniach w ogóle nie wychodzić z domu.

Obowiązek głosowania sprawia, że frekwencja jest wyśmienita. Jednak ludzie muszą stać po kilka godzin w kolejkach do urn. Z bliska nie wygląda to tak miło.

Trudno jest nam zrozumieć to wszystko. Wydaje się, że Brazylijczycy najzwyczajniej chcą, aby ich kraj był rządzony przez złodziei i morderców. W niby wolnych wyborach ciągle przecież na nich głosują. Korupcja jest tak wielka i wzajemne zależności do tego stopnia głębokie, że nic w takiej sytuacji nie jest proste.

Dziś zakończy się hałas z powodu wyborów amerykańskich. Nie wiem zaś kiedy zakończy się chaos z wyborami brazylijskimi. Bez wątpienia nasz Kościół ma tutaj wiele do zrobienia wychowując swoich synów i córki do uczciwości. Uczciwość, jedynie ona uleczy wszelkie polityczne choroby.

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci