Menu

B R A Z Y L I A

Viva Cristo Rei

paderewskigrzegorz

GEDC1271

Manaus, 05.12.2016

                Kiedy na świecie powoli zamykały się Bramy Miłosierdzia w naszej parafii amazońskiej zbieraliśmy się na naszą przed odpustową nowennę. Tym razem miała ona nieco inny charakter, było w niej coś rzeczywiście nowego. W tym roku, z powodów ekonomicznych, nie urządziliśmy w sierpniu naszych parafialnych rekolekcji. Może ktoś być nieco zdumiony takim wyrażeniem, że z „powodów ekonomicznych” nie odbyły się rekolekcje. Urządzaliśmy je tutaj w nieco inny sposób, który wymagał jakichś tam nakładów. Ponieważ kryzys w Brazylii jest coraz większy, więc rozpaczliwie oszczędzamy na wszystkim. „Zamieniliśmy” więc rekolekcje na całodobową adorację Najświętszego Sakramentu, a tegoroczną nowennę przemieniliśmy w dziewięć wieczorów skupienia i modlitwy. Oczywiście tematem było Boże Miłosierdzie i nowennowe rozważania cały czas wokół tego tematu krążyły. Efekt, mam przynajmniej takie wrażenie, był wspaniały. Uczestnictwo parafian bardzo żywe i budujące. Chyba znów zaczynamy się nieco rozwijać, bo ponownie doświadczyliśmy lekkiego dokuczania ze strony sekt zielonoświątkowych. Starali się, jak to już kiedyś bywało, naszą procesję zagłuszyć. Nie mniej wszystko odbyło się bez większych problemów i nawet deszcz nie był nam straszny. A amazońskie ulewy czasami mogą nieco wystraszyć lub przynajmniej zniechęcić nawet najbardziej wytrwałych.

                Dla mnie tegoroczna nowenna miał innych charakter bo była bardzo smutna z powodu księdza Piotra Marksa. Najpierw z Krakowa dotarła do mnie wiadomość o ciężkim stanie, w jakim się znalazł. Zaszturmowaliśmy do nieba z modlitwami. Jednak plany Boga były inne i dwa dni później nadeszła wiadomość o jego śmierci. Był on jednym z tych moich kolegów kapłanów, którzy naszej misji bardzo pomagają. Była to czasami pomoc materialna oraz wyjątkowa duchowa. Miał właśnie jakiś niezwykły dar duchowego mi towarzyszenia. W niewytłumaczalny sposób, w momentach trudnych i pełnych problemów, nagle dzwonił do mnie i po kilku słowach rozmowy wszystko stawało się łatwiejsze. On też zawsze zachęcał mnie do wytrwałego propagowania Bożego Miłosierdzia. Przypuszczam, że nasza Msza Miłosierdzia i apostolat chorych ze stałym dyżurem w szpitalu nie miałyby miejsca, gdyby nie on. Sam Miłosierdziu Bożemu całkowicie się poświęcił. Bez wątpienia jego Apostolat Ratunku Konającym to ogromny wkład w rozpowszechnianie kultu Bożego Miłosierdzia. Umarł w wigilię święta Matki Bożej Ostrobramskiej. Matka Miłosierdzia zabrała tego apostoła Miłosierdzia do nieba.

                Rok Miłosierdzia się zakończył i wszyscy robią jakieś podsumowania. U nas może nie było jakichś wielkich akcji i działań, jednak są rzeczy, które bez wątpienia są owocami tego błogosławionego czasu. Najpierw jakiś ogólny postęp w duchowości. Widać, że ludzie garną się do Boga. Bardzo go pragną. Orędzie Bożego Miłosierdzia sprawia, że w naszym Kościele odnajdują swój dom, swoją rodzinę. Kolejni żyjący w niesakramentalnych związkach zdecydowali się na ślub kościelny. Grupa katechezy dla dorosłych jest w teraz wyjątkowo duża. Mamy kilku powracających z sekt, którzy niczym ewangeliczny syn marnotrawny pojawili się u nas pełni skruszenia. W tym roku udało się nam też dotrzeć do bardzo wielu chorych z modlitwą, spowiedzią i Sakramentem Chorych. To bardzo silny znak Bożego Miłosierdzia. Udało się nam też nieco rozszerzyć naszą działalność charytatywną. To w sumie jest jakiś cud, bo mamy mniej możliwości materialnych. To sam Jezus sprawia, że mnoży się to, co mamy, aby pomóc wielu potrzebującym.

                Bramy Miłosierdzia wprawdzie się pozamykały, ale nadal Ono płynie szeroką rzeką do wszystkich, którzy go potrzebują. Niech Pan Bóg będzie za to wszystko uwielbiony.

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci