Menu

B R A Z Y L I A

Noworoczne przesądy.

paderewskigrzegorz




Manaus, 30. 12. 2016

Pamiętam, że kiedyś, kiedy na mszę kończącą stary rok szedłem ubrany, jak to często mi się przecież zdarza, w czarne spodnie i czarną koszulę z koloratka, kilka osób skomentowało mój ubiór, że niby niewłaściwy. Przyznam, że na początku nie zwróciłem na to uwagi, jakby nie rozumiejąc, o co ludziom chodziło. Pomyślałem sobie, że jeszcze mój portugalski jest bardzo słaby i nie rozumiałem, co tak naprawdę do mnie mówili. Nie mniej zaciekawiło mnie to, bo niby czarny kolor miał zapowiadać zły rok. Dopiero z czasem odkryłem, że chodziło tu o przesądy. Brazylijczycy mają ich tysiące. Oczywiście my, Polacy, też nie jesteśmy w tej kwestii świeci, ale jednak Brazylia jest pod tym względem bardzo przed nami. Oczywiście najwięcej takich przesądów uaktywnia się na koniec roku i Nowy Rok. Sam się dziwię, skąd nagle ci ludzie czerpią te wszystkie przekonania. Mówią o magii, jaką daje się odczuć w momencie zmiany roku. Podobno jest to wyśmienity moment na nałapanie dobrej energii. Pewnie też jest jakiś pomysł na jej zmagazynowanie. Nagle wszyscy stają się ekspertami od mody, jedzenia, zachowania, dekoracji domów. Ubawić się tym można nieźle. Na przykład, aby mieć pieniądze, trzeba zjeść soczewicę. Co w sumie nie jest takie proste, bo w Amazonii ona nie rośnie w każdym ogródku. Stąd moje zdumienie, skąd nagle ta noworoczna soczewica.  Są jeszcze inne pokarmy, które dają szczęście. Jednym z nich, co w sumie też jest nieco dziwne, mięso wieprzowe. Normalnie Brazylijczycy jedzą wołowinę. Słyną z niej na pół świata i nieustannie grozi nam wybuch wojny pomiędzy Brazylią, Argentyną i Urugwajem o to, czyja wołowina jest smaczniejsza. Spory na ten temat nie mają końca. Wieprzowina jest mało używana, właściwie nawet to się nią pogardza. Jednak w Nowy Rok staje się niczym kawior i szampan, szlachetna. Jeśli ktoś ma ją na stole, to znaczy, że będzie mu się dobrze powodziło. Nigdy bym nie przypuszczał, że od świni może tak wiele zależeć.

Jest jeszcze sporo jedzenia szczęśliwego, ale przejdźmy do ubiorów. Wiemy już, że czarny kolor to nie jest najlepszy pomysł na noworoczne kreacje. Obowiązkowym jest biały. Stąd na naszą mszę kończącą stary rok wszyscy przychodzą ubrani na biało. Biały oznacza światło, czystość, dobro. Mamy śnieg w kościele. Niby wszystko miło i sympatyczne, ale jak się pomyśli, że ta eksplozja bieli związana jest z umbandą, macumbą i candomble, a więc z satanizmem, to już nie wydaje się takie miłe. Mówią też, że te białe ubiory powinny być nowe, aby szczęście zadziałało. Rzeczy używane pewnie raczej je odstraszają.

W Nowy Rok trzeba też bardzo hałasować. Zasada w tym momencie obowiązująca jest bardzo prosta: więcej hałasu, więcej szczęścia. Stąd już od rana w Sylwestra od huku można oszaleć. A im bliżej północy, tym gorzej. Dla nas to ogromny problem, bo trudno jest normalnie sprawować Mszę Świętą. Jednak nie poddajemy się. Co roku organizujemy adorację eucharystyczną, przebłagalno-dziękczynną, a po niej Msze Świętą. Chyba powoli coś tam do ludzi trafia, bo z roku na roku mamy coraz więcej uczestników tychże celebracji.

Bardzo smutnym jest to, że wielu katolików o północy bierze udział w zabawie organizowanej nad brzegiem Rio Negro. Zabawa sama w sobie nie byłaby tu czymś złym, ale chodzi tu o coś zupełnie innego. O północy całe towarzystwo skacze w wodzie ileś tam razy, co też niby przynosi szczęście, rzuca w wodę kwiaty, jedzenie i na plaży zapala świece. To jest kult umbandyjskiej bogini Yemanja. Smutne to wszystko. Jedyne, co nam dodaje otuchy, to budząca się powoli świadomość, że te wszystkie przesądy to grzech i bardzo przeszkadzają żyć w wolności i godności Synów Bożych.

 

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci