Menu

B R A Z Y L I A

Farma Nadziei w Manaus.

paderewskigrzegorz

Manaus, 27. 09. 2016

Rok w parafii wyznaczają nie tylko okresy liturgiczne, odpusty i święta, ale także różne małe i wielkie tradycje. Jedną z takich tradycji w naszej parafii, a zwłaszcza dla Oratorium, jest wyjazd do Fazenda da Esperanca. Wprawdzie w tym roku miało go nie być, kryzys narzucił nam daleko posuniętą dyscyplinę we wszelkich wydatkach, nawet tych niewielkich, to nasze oratoryjne dzieciaki prosiły i przymilały się, jak tylko mogły i umiały. Uległem! Towarzystwo do Fazendy pojechało i wróciło szczęśliwe co nie miara.

Cóż to jest ta Fazenda. Już kiedyś, bardzo dawno, przy okazji wizyty papieża Benedykta w Brazylii o tym pisałem. Fazenda da Esperanca, Farma Nadziei, jest miejscem, gdzie ludzie uzależnieni, zwłaszcza młodzi, odzyskują swoją wolność. Jej powstanie związane jest z rowerem. Może jednak z kazaniem pewnego misjonarza franciszkańskiego.  Pewien młodzieniec o imieniu Nelson codziennie jeździł do pracy swoim starym rowerem. Podobno już bardzo zdezelowanym i coraz trudniej go było naprawiać. Wstawał wcześniej, aby jeszcze zdążyć być na Mszy, którą codziennie celebrował w parafialnym kościele wspomniany już franciszkanin, ojciec Hans Stapel. Pewnego dnia misjonarz, w swojej krótkiej, codziennej  homilii zacytował słowa świętego Jana od Krzyża: „Gdzie nie ma miłości tam ty okaż miłość i Miłość tam napotkasz”. Nelson codziennie wracając z pracy, już w sumie nocą, zawsze przejeżdżał przez ulice pełne najróżniejszej biedy. Zwłaszcza w jednym miejscy, za rogiem jednego ze sklepów z „mydłem i powidłem” młodzi ludzie, którzy sami byli narkomanami, handlowali narkotykami. Inni młodzi przychodzili je tam kupować i zaraz za sklepem, w zaroślach, natychmiast ich używali. Nie trzeba opisywać jak tragiczne było to miejsce. Nelson już jak jechał do pracy i myślał nad usłyszanym kazaniem, postanowił, że wracając  zatrzyma się, aby pogadać z handlarzami narkotyków. Tak się tez stało. Zatrzymał się, chociaż bał się okropnie. Zaczął im mówić, że mogą odmienić swoje życie dzięki Ewangelii, że ona da im siłę do życia bez narkotyków. Na to jeden z chłopaków, widząc rower, poprosił o pożyczenie im go. Nelson wiedział, że może już swego starego gruchota nie zobaczyć, co w sumie dosyć skomplikowałoby jego życie. Nie miałby jak jeździć do pracy. Jednak pożyczył. Poszedł do domu. Chłopaki w tym czasie objechali rowerem różnych odbiorców i sprzedali narkotyki. Potem zaczęli rozmawiać o naiwnym Nelsonie i nabijać się z niego, bo oczywiście roweru nie mieli wcale zamiaru oddawać. Jednak jeden z nich, Angelo, od samego początku tej historii z rowerem zachowywał się jakoś dziwnie. W pewnym momencie chwycił rower i pojechał do domu Nelsona. Oddają rower zapytał: „To jak to jest z tą całą Ewangelią?” Wtedy obaj poszli do proboszcza i po rozmowie z nim już na plebanii zostali. Tak właśnie zrodziła się Fazenda. Ktoś potem podarował misjonarzowi swoje gospodarstwo, na którym gromadziło się coraz więcej narkomanów w Ewangelii szukających siły do życia w wolności. Dziś Fazenda da Esperanca to ogromna wspólnota wspólnot. Jest ich wiele, rozsiane są po całej Brazylii. Mamy także takie dwie pod Manaus. Jedna męska i druga żeńska. Kiedy się wchodzi do męskiej, to jeszcze przed bramą widać wielkie rzeźby. Przedstawiają one Nelsona i Angelo oraz oczywiście rower. Zaraz za bramą zaś napotykamy napis: „Od tego miejsca zaczyna się droga nowego życia”. Ludzie, którzy są w Fazenda da Esperanca uwalniają się od nałogów poprzez modlitwę i pracę. Nie ma w sumie tam żadnych terapii odwykowych. To jest właśnie najdziwniejsze dla wszelkiego rodzaju specjalistów w tej dziedzinie. Żyją w małych wspólnotach, kilka osób, są za siebie nawzajem odpowiedzialni. Pewnie, że wielu odchodzi. Jednak wielu pozostaje i trwa w wolności.

Fazenda da Esperanca zawsze w okolicach liturgicznego wspomnienia świętego Franciszka organizuje swoje święto. Ta w Manaus ma w tym roku piętnaste urodziny. Oczywiście punktem centralnym jest Msza, ale są też teatry, gry, zabawy, jedzenie i generalnie wszystko to, co nasze Oratorium lubi. Zawsze jest tam jeden lub dwóch z naszych do odwiedzenia. W sumie to rozumiem, że tak bardzo chcą tam jechać.

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci