Menu

B R A Z Y L I A

Ad Gentes

paderewskigrzegorz

Manaus, 26.10.2016

Ojciec Święty Franciszek w orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Misyjny napisał do nas wszystkich między innymi: „Nie wyczerpał się ewangeliczny nakaz: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt 28, 19-20). Co więcej zobowiązuje nas wszystkich, w aktualnych sytuacjach i wyzwaniach, abyśmy poczuli się wezwani do ponownego misyjnego „wyjścia”… wyjścia z własnej wygody i zdobycia się na odwagę, by dotrzeć na wszystkie peryferie potrzebujące światła Ewangelii”. Są to słowa inspirujące i ponaglające. Bez wątpienia misje są dla nas wszystkich najważniejsze, lub przynajmniej powinny być. Kiedy się to odkrywa, wiara nasza staje się bardzo żywa, doświadczenie Kościoła ogromnie głębokie. Kiedy katolik umie być misyjny, wtedy podejmuje odpowiedzialność za Kościół. Kościół nie jest już więcej dla niego jakąś tam instytucją, ale staje się „moim Kościołem, moją wspólnotą, moim życiem”. Oto dlaczego misje powinny być dla nas najważniejsze.

Z Polski, według danych z internetowej strony Dzieła Pomocy Ad Gentes, wyjechało na misje 2040 misjonarzy. Może się to wydawać sporo. Jednak w porównaniu z Włochami i Hiszpanią jest to bardzo mało. Oczywiście najwięcej polskich misjonarzy pracuje w Afryce, a zaraz potem w Ameryce Południowej. W niej zaś najwięcej w Brazylii. To pewnie raczej z powodu tego, że jest to po prostu największy kraj latynoamerykański. Mamy tutaj aż 147 misjonarzy zakonnych, 55 księży fidei donum, 49 sióstr zakonnych i jedną misjonarkę świecką. W naszej diecezji Manaus mamy z Polski jedną siostrę zakonną, trzech zakonników i dwóch fidei donum. Można powiedzieć, że diecezja pelplińska jest tu górą, bo właśnie aż dwoje misjonarzy jest z Pelplina, siostra Bożena Stencel, pochodząca ze Stężycy i ja.

Ilość zagranicznych misjonarzy w Brazylii z roku na rok maleje. Ci najstarsi powoli wymierają. Młodych zaś jest coraz mniej. Nawet widać to ostatnio jeszcze bardziej w naszej diecezji. Mimo, że misjonarzy zagranicznych jest nadal najwięcej, to jednak tych nowych nie przybywa. Ostatnio nawet kilku zrezygnowało i powróciło do swych krajów. Na szczęście lekko poprawia się sytuacja z klerem rodzimym. Jednak daleko jeszcze jej do normalności. Długo jeszcze Manaus będzie potrzebowało kapłanów z zewnątrz.

Katolicka Brazylia przyjmuje misjonarzy, ale też i sama ich wysyła. Wprawdzie są to ilości bardzo niewielkie. Najwięcej jest sióstr zakonnych. To głównie za sprawą powiązań językowych z dawnymi koloniami portugalskimi. Wiele sióstr Brazylijek jedzie do Angoli lub Mozambiku. Mają wtedy ułatwione zadanie, bo język jest przecież ten sam.

W Manaus mamy też „misje w misjach”. Niektóre zgromadzenia zakonne, na przykład redemptoryści, wspólnoty kościelne, jak na przykład Odnowa w Duchu Świętym, organizują wyprawy misyjne do naszego, w granicach naszej diecezji, interioru, albo udają się do Roraimy. To są zawsze prawdziwe wyprawy misyjne. Trwają długo, kilka tygodni. Wiążą się z wielkimi niewygodami i wyrzeczeniami. Są też niebezpieczne, chociażby na dosyć powszechną malarię.

Nasza parafia swego czasu myślała nad zaadoptowaniem jakiejś wspólnoty po drugiej stronie Amazonki. Nawet tam jeździliśmy z naszymi bardziej zaangażowanymi w ewangelizację parafianami. Jednak, jak na razie, nic z tego nie wyszło. Natomiast misyjnym, ewangelizującym, wychodzącym do ludzi musi być każdy z członków naszej parafialnej wspólnoty. Stąd nasze duszpasterstwa i grupy nieustannie gdzieś tam wędrują.  Staramy się pamiętać, że nakaz misyjny jeszcze się nie wyczerpał. To zaś jest naszym wspaniałym doświadczeniem, bo nic tak nie odnawia, ożywia i sił dodaje, jak ewangelizowanie. Misje są dla nas najważniejsze!

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci