Menu

B R A Z Y L I A

Dlaczego miłość nie jest kochana?

paderewskigrzegorz

Manaus, 06. 11. 2015

Kiedy poznaje się, oczywiście dziś tylko przez świadectwa, życie o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka, to można odnieść wrażenie, że byli oni przez Boga na to męczeństwo przygotowywani. Najpierw ojcowie Jarosław Wysoczański i Zbigniew Strzałkowski, kiedy starali się w Warszawie, w ambasadzie peruwiańskiej o wizy, to zawsze zatrzymywali się w kościele św. Stanisława Kostki, aby pomodlić się przy grobie księdza Jerzego Popiełuszki, dziś już błogosławionego polskiego męczennika. W dniu, kiedy w końcu wizy otrzymali, ich modlitwa była zdecydowanie dłuższa. Oddawali się w niej Bogu za pośrednictwem księdza Jerzego. Na zawsze tajemnicą pozostanie tamto doświadczenie, ale widać w tym zatrzymywaniu się przy grobie męczennika jakby lekcję samego męczeństwa. Potem zaskakujące słowa samego ojca Michała, kiedy to po pożegnalnej Mszy Świętej w parafii w Pieńsku, gdzie pracował po święceniach kapłańskich, powiedział, że jeśli trzeba będzie dla sprawy Bożej złożyć ofiarę – ofiarę z życia – to nie będzie się wahał.

Kiedy nadszedł dzień ich śmierci, najwyraźniej byli na nią przygotowani. O. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek pozostali sami w Pariacoto.  9 sierpnia 1991 roku w parafii zaplanowane było spotkanie z młodzieżą. Miała być celebrowana Msza Święta, potem jeszcze modlitwy i formacja dla młodzieży. Ten właśnie wieczór terroryści z Sendero luminoso wybrali na napad. Kiedy ludzie szli na mszę widzieli już chodzących po ulicach miasteczka bandytów z zakrytymi twarzami. Jedna z sióstr zakonnych, siostra Berta, poszła do zakrystii i poinformowała o tym ojców franciszkanów. Rozpoczęła się Eucharystia. Zapamiętano, że Ojciec Zbigniew miał wzrok skierowany ku drzwiom wejściowym, a ojciec Michał był zadumany. Po odczytanej przez o. Michała Ewangelii o. Zbigniew wygłosił homilię na temat wiary i zaufania. Bezpośrednio po Mszy część wiernych uciekła z kościoła, część zaś, głównie młodzi, pozostali, bo bali się wychodzić na ulicę. Postanowiono, że będą się dalej modlić. O. Zbigniew opatrywał rany jakiegoś chorego dziecka. Wtedy weszli uzbrojeni, z twarzami zakrytymi, terroryści. Przedstawili się jako „towarzysze”. Chcieli rozmawiać z ojcami i zobaczyć samochody. Związali zakonników. Chcieli też to samo zrobić z postulantami, ale na szczęście zrezygnowali po protestach o. Zbigniewa. Bandyci ukradli różne drobne rzeczy z cel zakonnych, potem wsiedli do samochodów i, zabierając ze sobą zakonników, odjechali drogą w górę. Do jednego z aut zdołała się też wcisnąć siostra Berta, która w ten sposób stała się najważniejszym świadkiem tego zdarzenia. Po jakimś czasie zatrzymali się, obu kapłanów umieścili w jednym aucie i wyjaśnili im przyczyny zatrzymania. Bracia oszukiwali ludzi, gdyż przekazywali im żywność z Caritasu, organizacji imperialistycznej. Głosili pokój, a przez to zwodzili lud, gdyż w ten sposób odrzucili przemoc i rewolucję. Religia usypia lud, to opium dla ludu. Nauczanie Biblii to także usypianie ludu, oszukiwanie go i opanowywanie go. Po tych wyjaśnieniach pozostawili siostrę zakonną na drodze. Zabrali za to ze sobą jeszcze wójta z Pariacoto. Po wyjechaniu z miasteczka podpalili most. Kilka chwil potem, w miejscu zwanym Pueblo Viejo, zatrzymali się i wywlekli zakonników oraz wójta z samochodu. Kazali im się położyć na drodze twarzą do ziemi. Zabili ich strzelając w tył głowy. Na plecach o. Zbigniewa pozostawili kawał tektury z napisem: „W ten sposób umierają lizusy imperializmu”. Potem odjechali i w następnym miasteczku pijąc i strzelając na wiwat świętowali zwycięstwo rewolucji.  Pariacoto zaś pogrążyło się w żałobie. Ciała zamordowanych odnaleziono już po północy. Najpierw zabrano je do kościoła, potem na sekcję do Casmy, nieco większego miasteczka u podnóża gór. Pogrzeb męczenników odbył się 11 sierpnia. Zostali pochowani w dwóch osobnych sarkofagach naprędce zbudowanych w kościele. Na obu grobach widnieje napis umieszczona daty urodzin i śmierci, imiona i nazwiska braci zakonnych oraz dodano: „Męczennik za wiarę i miłość.”

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci