Menu

B R A Z Y L I A

Misyjny podręcznik.

paderewskigrzegorz

Manaus, 28.10.2015

Misje to wyzwanie pod każdym względem. Wyzwanie być może bardzo trudne, ale też fascynujące. Tak, jak fascynujące są wszelkie tajemnice, zwłaszcza te Boże. A przecież misje to właśnie droga do Bożych tajemnic. Na misjach tak naprawdę wszystko jest inne. Aby sobie z tą różnością i różnorodnością właściwie poradzić, trzeba to rozumieć jako bogactwo. W taki sposób wszystko staje się łatwiejsze, prostsze i przede wszystkim pożyteczne. Misje to wielkie doświadczenie wiary. Kiedy czytałem o zamordowanych w Peru polskich franciszkanach, o. Zbigniewie Strzałkowskim i o. Michale Tomaszku, to pomyślałem sobie, że mogliby się stać wspaniałymi patronami misjonarzy, a ich życie może posłużyć za swoisty podręcznik misyjny. Rzeczywiście podpowiadają nam bardzo wiele, wyjaśniają, uczą i wprowadzają w misyjny świat.

Najpierw przygotowanie. Duchowe i intelektualne. Dziś myślę o tym, jak trudno im było w czasach bez Internetu, bez przewodników i fachowych publikacji przygotowywać się do wyjazdu, uczyć się o kraju, do którego mieli się udać. Okazuje się, że poradzili sobie z tym wyśmienicie. Nawet w języku byli chyba dosyć zaawansowani. Można odnieść wrażenie, że już na jakiś czas przed wyjazdem obaj zakonnicy właściwie już byli w Peru. Nie mniej, jak już znaleźli się na miejscu, to kontynuowali bardzo wytrwale to „uczenie się Peru”. Ojciec Jarosław Wysoczańskich tak to wspomina: „Od pierwszych chwil chcieliśmy jak najwięcej poznać, to było coś w rodzaju „pójścia od nowa do szkoły.” Każdym szczegółem, każdą informacją dzieliliśmy się, aby wyrobić sobie opinię, pogląd na zastaną rzeczywistość. Było w nas coś z postawy ucznia. W naszym przypadku nauczycielem był ten świat i ludzie, zastany Kościół, ci wszyscy, których spotkaliśmy na naszej drodze.

Kiedy przyjechałem do Brazylii, to już pierwszego dnia, a właściwie pierwszej nocy miałem okazję uczestniczyć w święceniach kapłańskich. Wówczas dostrzegłem, jak bardzo tamci ludzie pragnęli kapłanów. Mniej więcej podobne doświadczenie, też na samym początku,  mieli  nasi franciszkańscy misjonarze. Piszą o tym tak: „W Chiclayo doświadczyliśmy lekcji, która pozwoliła nam zobaczyć, czym jest kapłaństwo. Uczestniczyliśmy w uroczystości święceń kapłańskich…W czasie litanii do Wszystkich Świętych dwie małe dziewczynki obsypywały kwiatami leżącego krzyżem kapłana. Po namaszczeniu rąk neoprezbiter zbliżył się do ludu i wyciągnął ręce na znak krzyża. W tym momencie wydarzyło się coś, czego nigdy nie widzieliśmy w bazylice krakowskiej i w innych miejscach. Wierni, ze łzami w oczach, obsypywali nowego kapłana długimi oklaskami…To był kolejny nauczyciel, tym razem Lud Boży ze swoją wielką miłością do wybranych Pana.”

Aby dodać sił zniechęconym trudnościami językowymi, mówi się im, że każdy nowy język to jakby nowe życie. Jest w tym racja, zważywszy, że język jest nośnikiem wielu treści i doświadczeń. To szersze horyzonty myślowe, wchodzenie do nowego świata. To  droga do poznania człowieka.  Ojcowie misjonarze, jak już objęli swoją parafię w Pariacoto, to chcieli właśnie jak najszybciej dotrzeć do każdego parafianina. W ciągu sześciu miesięcy obeszli wszystkie wspólnoty, wioski i osiedla. No cóż, dzieło to imponujące! Wspólnot było ponad siedemdziesiąt, wszystkie w górach, niektóre dostępne tylko piechotą po kilku godzinnej wspinaczce. Przy tej okazji wspominają coś, co bez wątpienia jest jednym z najważniejszych i najpiękniejszych misyjnych doświadczeń: „Ludzie ci swoim zachowaniem, sposobem bycia, nieraz nas zaskakiwali. Pod pozorami zacofania ukrywali wielką inteligencję i jasność umysłu. Zdawało się, że posiadają dwie twarze, aby je zrozumieć potrzebny był czas oraz zdolność empatii i obserwacji. Duma z przeszłości mieszała się z nędzą i niemocą dnia codziennego…Nasze pierwsze spotkanie z ludźmi gór osiągnęło swój cel; mogliśmy choć trochę poznać rzeczywistość i czuć się poznanymi. Campesino ma wielką zdolność studiowania ludzkiej natury, jest bardzo spokojny, cierpliwy, potrzebuje czasu, aby wydać osąd. Poznaje człowieka nie tylko indywidualnie, ale także w wymiarze wspólnoty…Staraliśmy się otworzyć na to wielkie dziedzictwo.” Tak, to prawda! Misje to nieustanna, wspaniała lekcja życia i wiary!

© B R A Z Y L I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci